expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

piątek, 19 września 2014

Niespodzianki

Wpadam na chwilkę, bo muszę się koniecznie pochwalić moim szczęśliwym losem.
W tym tygodniu, listonosz aż dwa razy zapukał do mych drzwi i przyniósł mi dwie przesyłki, w których znalazłam przepiękne rzeczy wykonane przez bardzo uzdolnione kobietki.
Może zacznę od dzisiejszej niespodzianki, bo w ogóle nie wiedziałam co jest w środku.
Po odpakowaniu przesyłki szczęka mi opadła, bo zupełnie się tego nie spodziewałam, a jest to coś tak pięknego i wyjątkowego, że buzia do tej pory mi się uśmiecha :)
A sprawczynią mojego zachwytu jest Ewa z Miętowego Stolika.
Już jakiś czas temu pisałam o niej (tutaj), o tym jak się poznałyśmy i jak namówiłam ją żeby założyła własny blog.
Na ile mogłam na tyle jej pomogłam i nie uważam żebym zrobiła coś wyjątkowego, po prostu to była z mojej strony taka serdeczna i bezinteresowna pomoc, przy zakładaniu bloga.
Jednak Ewa chciała wyrazić swoją wdzięczność i zrobiła mi taką niespodziankę, która swoją wartością przebija wszystko.
A o czym mowa? A o naszym zdjęciu z nad morza, które w przepiękny sposób ozdobiła i oprawiła w ramkę w stylu shabby chic.



Ewciu, serdecznie Ci dziękuję :)
Mam teraz przepiękną ozdobę i pamiątkę z nad morza, o której wcześniej mogłam tylko pomarzyć ;)
Pozostaję w ciągłym zachwycie...

No, ale to nie koniec prezentów...
W poniedziałek doszła do mnie paczuszka od Agnieszki, bardzo znanej osóbki, która prowadzi blog Agea - Happiness
Wzięłam udział w jej urodzinowym candy i ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu udało mi się wygrać! :D
Ja to mam szczęście :)
A co wygrałam?
Przeliczną kosmetyczkę, która w tej chwili już jest zapełniona moimi dokumentami, potrzebnymi do szpitala i uroczy woreczek.




Agnieszko, serdecznie dziękuję za tak wspaniały prezent ;)

Podsumowując, warto prowadzić bloga.
Dzięki niemu, poznałam wspaniałe, kreatywne i uzdolnione osoby, które ciągle motywują mnie do pracy, wspierają i sprawiają, że odzyskuję wiarę we własne zdolności.
A to , że od czasu do czasu uda mi się coś wygrać, albo zostanę przez kogoś obdarowana, tak po prostu, lub wymienię się z kimś na prace rękodzielnicze, traktuję jak trofea.
Te przedmioty mają dla mnie wyjątkową wartość, bo zostały stworzone Waszymi rękoma i poświęciłyście na to swój jakże cenny czas.
Doceniam to ogromnie ;)

Dzisiaj termin porodu i jak na razie cisza...
Trzymajcie za nas mocno kciuki ;*
Pozdrawiam, Asia.

poniedziałek, 15 września 2014

Kącik W Sypialni Dla Mojej Drugiej Córeczki

Na wstępie tego posta, chciałam od razu zaznaczyć, że nie jestem żadną specjalistką od aranżacji wnętrz, nie śledzę obowiązujących trendów w urządzaniu mieszkania, nie staram się nikogo naśladować i w sumie to nie przejmuje się, że np. coś do siebie nie pasuje ;P
Najważniejsze dla mnie, jest stworzenie przyjemnej i miłej atmosfery, w której moje dzieci będą się wychowywać. Wszystko co robię, robię głównie pod ich kątem, dla ich dobrego samopoczucia.
Tak więc, proszę o wyrozumiałość, jeżeli popełniłam jakieś błędy dekoratorskie ;)

W końcu udało mi się ukończyć meblowanie naszej sypialni.
Nie jest to takie proste, upchnąć w jednym pomieszczeniu wielkie łóżko małżeńskie, dwa łóżeczka dziecięce, przewijak, wielką szafę, dwie komody i całą masę różnych przedmiotów, na które to już praktycznie miejsca brakło.
No ale , udało się. 
Dawny kącik Karolci już pewnie nie jedna z Was widziała (klik), a ostatnio pokazałam jej nowe łóżeczko, które postawiłam w miejscu jej starego (klik).
Natomiast kącik Weroniki, usytuowałam zaraz obok naszego łóżka małżeńskiego, przynajmniej będę miała ją bardziej na oku, no a po za tym nie było innej możliwości.


Półeczkę, która wsi nad łóżeczkiem, kupiłam od Ewy z Miętowego Stolika, a na niej oprócz bucików i torebeczki, moje drobne szyjątka: konik pożyczony od Karolci, szuszczący metkowiec i ptaszki Tilda. Chciałam jeszcze uszyć jakiś organizer, ale chyba się już raczej nie wyrobię... z resztą zobaczymy ;)



A te ściany tak śmiesznie pomalowane (to było parę lat temu), to też moje dzieło ;P 
Uwielbiam malowanie w domu, zawsze kupuję białą farbę, pigmenty i sama robię mieszanki kolorystyczne... już się nie mogę doczekać, aż znowu będę mogła coś odświeżyć. W pierwszej kolejności będzie to kuchnia ;)


 Ten piękny, mięciutki, szydełkowy kocyk, już jakiś czas temu, znalazła go moja mama w szmateksie.


Moje pierwsze ptaszki Tilda... uszyłam je już jakiś czas temu, no ale nie było okazji, żeby je pokazać.


A obrazki z sówkami znacie już z wcześniejszego posta.


Myślę, że jakiegoś strasznego chaosu nie wprowadziłam do naszej sypialni.
Ale jedno jest pewne... kolory mówią same za siebie... tym pokojem rządzą kobietki ;)


No i jeszcze na koniec pochwalę się nowymi firankami które mnie urzekły, a moją Karolinę jeszcze bardziej... firanki Baby Ball, ciekawa ozdoba każdego okna, a szczególnie okna w pokoju dziecięcym.

Tak więc, wszystko mam już gotowe, mogę spokojnie jechać na porodówkę ;)

sobota, 13 września 2014

Obrazki - Haftowane Sówki

No i udało się.
Wczoraj skończyłam haftowanie dwóch sówek, które oprawiłam w drewniane ramki, własnoręcznie przemalowane na biało.
Obrazki wiszą już nad łóżeczkiem, mojej jeszcze nie narodzonej Weroniki.
Miałam zamiar już Wam pokazać, jak wygląda jej kącik, jednak zdecydowałam że dzisiaj zaprezentuję tylko moje hafty.
Jak pokazałam mężowi gotowe już obrazki, to się spytał z politowaniem: "a więc to jest to, na czym marnowałaś czas przez dwa tygodnie?" ;)
 Tak, zajęło mi to dwa tygodnie, ale jednocześnie sprawiło mi to dużo radości, bo haft krzyżykowy to jeden z moich ulubionych hobby, na które niestety mam niewiele czasu.






Jak już oprawiłam sówki w ramki i powiesiłam je na ścianie, to stwierdziłam, że lepiej by one wyglądały, gdyby były wyhaftowane na białym tle.
Wzór oczywiście ściągnięty z internetu, więc je udostępniam, gdyby ktoś miał ochotę też sobie takie słodkie sóweczki wyhaftować.
No i nie omieszkam jeszcze zaznaczyć, że ten biały obrus, który widać na pierwszym zdjęciu, został wydziergany na szydełku przez moją mamę. 
Już mam w domu pokaźną kolekcję jej prac :)

poniedziałek, 8 września 2014

Dożynki w Kozach 2014

Mój blog, jest raczej blogiem rękodzielniczym i zazwyczaj pokazuję w nim to co stworzyłam, jednak od czasu do czasu nachodzi mnie ochota, żeby pokazać Wam coś innego.
Teraz jest okres dożynkowy, więc jak co roku, w naszej miejscowości, organizowane są huczne ich obchody.
Korzystając z przepięknej niedzielnej pogody, wybraliśmy się, żeby obejrzeć korowód, a potem wpadliśmy na chwilkę do parku przy Pałacu Czeczów, w którym to została zorganizowana impreza plenerowa.
Zapraszam na foto relację ;)

Jeźdźcy na koniach, dorożki, traktory...tegoroczny skład korowodu.
W porównaniu z innymi latami, to mało tego było.. jak dla mnie za mało.





 Stara owczarnia z XVII w.
Czy doczekamy się jej renowacji?


Nie było tego dużo, ale parę stoisk przykuło moją uwagę.
Stoisko Jakubowej Lawendy... czyli same cudeńka.


Panie sprzedające zioła.

 Jednak firma z naszych Kóz (oplatki.pl), która zajmuje się wypiekiem opłatków od 1970 r., najbardziej przykuła moją i innych uwagę, bo zaprezentowali wypiek opłatków, tradycyjnym, starym sposobem.
Zabytkowa opłatkownica.






No a potem można było się poczęstować świeżutkim opłatkiem, polanym pysznym miodem.

Młodzieżowa Orkiestra Dęta z Kóz, na tyłach przepięknie odnowionego Pałacu Czeczów.

A w przedniej części parku, było trochę spokojniej, bo cała impreza była ulokowana z drugiej strony pałacu.
Budynek dawnej oficyny.

Pałac Czeczów z XVIII w.

Park z fontanną.


 Główna atrakcja naszego parku.
Platan, drzewo które zostało posadzone już w XVIII w.
W 2012 r. zajął I miejsce w ogólnopolskim konkursie Drzewo Roku, a w 2013 r., uplasował się na II miejscu w konkursie Europejskie Drzewo Roku.

Chwilka odpoczynku na ławeczce przy fontannie.

Było miło i sympatycznie, oprócz degustacji opłatków z miodem, załapaliśmy się jeszcze na chlebek ze smalcem i kawałek kołacza.
Czyli organizatorzy pomyśleli o wszystkim, co mogłoby zaspokoić zachcianki kobiety ciężarnej ;)
Niestety, nie mogliśmy tam długo przebywać, bo brzuch co raz bardziej mi ciąży i sił co raz mniej.

środa, 3 września 2014

W Oczekiwaniu

Zostały mi jeszcze dwa tygodnie do terminu rozwiązania.
Nie wiem co mnie czeka, nie wiem czego mam się spodziewać, a to wszystko przez to, że moja Mała Kruszyna ułożyła się w poprzek brzucha i nie chce się za nic obrócić główką w dół.
No cóż, widocznie będzie z niej niezła indywidualistka i uparciuch, jak jej mama ;)
Pomału się pakuję, pomału sprzątam, piorę, prasuję, pomału przygotowuję dla Niej kącik.
Chciałabym jeszcze, wyrobić się z kilkoma rzeczami.
W prawdzie, maszynę do szycia już schowałam, ale za to wyciągnęłam koszyk ze starymi mulinami i kordonkami, bo natchnęło mnie na coś, co już od dawien dawna nie robiłam.
Haft krzyżykowy.
Wymyśliłam sobie , że nad łóżeczkiem powieszę dwa obrazki z haftowanymi sówkami.
Nie wiem jak mi to wyjdzie, dopiero zaczęłam i czuję się, jakbym porwała się z motyką na słońce, bo wyszywam na lnie o drobnym splocie, więc hafty będą bardzo filigranowe.



Sówki oprawię w stare, drewniane ramki, które muszę jeszcze trochę przeszlifować papierem ściernym i pomalować na biało... obym zdążyła jeszcze pokazać Wam, moje gotowe sowiaste, haftowane obrazki ;)